Zadzwoń do nas

Dziś jest czwartek 13 czerwca 2024 imieniny: Antoni, Lucjan, Gracja
VIII Rowerowo – Zimowe Wejście na Velky Choć

Od 8 lat każdej zimy staram się choć raz wyjść na Wielkiego Chocza. Ta zima nie była zbyt łaskawa i od początku roku nie trafił się ani jeden w całości pogodny dzień.

Pierwsza szansa na dłuższe okno pogodowe pojawiała się dopiero 3 marca. Dlatego w poniedziałek 4 marca nad ranem spakowałem picie i sprzęt i o 4 rano wsiadłem na rower i ruszyłem w dość długą podróż do Valaskiej Dubowej. Po drodze miałem problem z wjazdem na Przeł. Glinkę. Oblodzona droga zmusiła mnie do pchania rowerka aż do granicy państwowej. Potem było już dobrze, tylko szybki zjazd przy temperaturze -3 stopnie zmuszał mnie co jakiś czas do schodzenia z roweru i rozgrzewania się szybkim marszem czy biegiem. Następnie był stromy podjazd na Przeł. Przysłop, znów lodowaty zjazd do Orawskiego Podzamku, Dolny Kubin, znów podjazd na Przeł. Brestową i w końcu Valaska Dubova.

Tu zostawiłem rower i przebrałem się u mojego słowackiego kamrata i ok. 10.00 ruszyłem na szczyt. Na wierzchołku meldowałem się w samo południe. Pierwszy raz w życiu udało się mi  być na szczycie Choća samemu. A do tego pogoda dokładnie taka o jakiej marzyłem od 2 miesięcy. Było więc podziwianie, fotografowanie i opalanie w ciszy i spokoju. Po jakiejś godzinie wyszedł na szczyt inny turysta z pieskiem i postanowiłem sobie już iść. Dzięki rakom zejście zajęło mi  trzy  kwadranse.

Potem była kawka, zmiana sprzętu z pieszego na rowerowy i trzeba było wyruszyć w drogę powrotną. Popołudniowe słońce sprawiło, że zjazdy nie powodowały już zamarzania dłoni i stóp, ale podjazdy kosztowały więcej potu. Po zmroku dotarłem do granicy w Glince i tu znów się okazało, że zamiast szybkiego zjazdu czeka mnie marsz po lodowisku prawie do Ujsół a pierwszy stromy odcinek musiałem pokonywać w rakach. Około godziny 20 dotarłem do domu mocno zmordowany ale bardzo zadowolony.

Byłem ciekawy czy takie coś jest do zrobienia w zimie w jeden dzień. Moja ciekawość została zaspokojona.

Marek Żur


Facebook